Scaling Labs
Prawo / Cold email

Czy cold mailing jest legalny? PKE w praktyce

Prawo komunikacji elektronicznej obowiązuje od listopada 2024 i dotyczy każdego, kto pisze do firm bez zaproszenia. Wyjaśniamy, co dokładnie mówi art. 398 PKE, gdzie przebiega szara strefa i jak wygląda praktyka ostrożnego nadawcy B2B.

Albert Zuszman23 sierpnia 20268 min czytania

Cold mailing jest w Polsce tematem, o którym każdy słyszał trzy sprzeczne opinie - że jest zakazany, że jest dozwolony w B2B, i że wszyscy robią to nielegalnie, więc nie ma o czym mówić. Wszystkie trzy są uproszczeniami.

Od 10 listopada 2024 obowiązuje ustawa Prawo komunikacji elektronicznej, która uporządkowała przepisy rozrzucone wcześniej po dwóch ustawach. Ten tekst wyjaśnia, co z niej realnie wynika dla firmy piszącej do innych firm - i gdzie kończy się litera prawa, a zaczyna ocena ryzyka.

Jedno zastrzeżenie na start - prowadzimy kampanie cold emailowe, a ten artykuł opisuje przepisy i praktykę rynkową. To analiza z perspektywy operatora, a rolę porady prawnej pełni rozmowa z prawnikiem, znającym kontekst konkretnej firmy.

Co zmieniło PKE - jedna zgoda zamiast dwóch

Przed listopadem 2024 wysyłkę handlową regulowały dwa przepisy naraz - art. 172 Prawa telekomunikacyjnego i art. 10 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Formalnie wymagały dwóch osobnych zgód, co rodziło spory interpretacyjne i podwójne checkboksy w formularzach.

Prawo komunikacji elektronicznej sprzątnęło ten dualizm. Art. 10 UŚUDE został uchylony, treść art. 172 PT przeniesiono niemal w całości do art. 398 PKE - i od tej pory jest jeden przepis oraz jedna zgoda na komunikację marketingową drogą elektroniczną.

Dla nadawców to porządkujące uproszczenie. Reguła gry pozostała jednak ta sama, a jej sednem jest zgoda odbiorcy.

Art. 398 PKE - co dokładnie mówi przepis

Art. 398 zakazuje używania automatycznych systemów wywołujących i telekomunikacyjnych urządzeń końcowych do przesyłania niezamówionych informacji handlowych, w tym marketingu bezpośredniego - i doprecyzowuje, że dotyczy to w szczególności usług komunikacji interpersonalnej. Urządzenie końcowe to każdy sprzęt służący do nadawania i odbioru informacji, więc komputer i telefon, na których odbiorca czyta pocztę, mieszczą się w definicji. Pod starym art. 172 PT trwały o to spory interpretacyjne - PKE rozstrzygnęło je, obejmując e-mail, telefon, SMS i komunikatory.

Wyjątkiem jest uprzednia zgoda abonenta lub użytkownika końcowego. Ustawa wprost dopuszcza, że zgodę można wyrazić przez udostępnienie adresu elektronicznego w celu otrzymywania informacji handlowych - i tu leży pierwsze częste nieporozumienie. Adres opublikowany na stronie firmowej został udostępniony po to, żeby klienci mogli załatwić swoje sprawy. Sama publiczna dostępność adresu nie stanowi zgody na marketing.

Drugie nieporozumienie dotyczy zakresu podmiotowego. Przepis chroni abonentów i użytkowników końcowych bez rozróżnienia na konsumentów i firmy - komunikacja B2B podlega mu tak samo jak B2C. Przekonanie, że „w B2B wolno wszystko", nie ma oparcia w ustawie.

Szara strefa - mail z zapytaniem o zgodę

Najczęstszą praktyką rynkową jest pierwszy mail, który zamiast oferty zawiera pytanie o zgodę na jej przesłanie. Logika brzmi - skoro pytam wyłącznie o możliwość przesłania oferty, moja wiadomość pozostaje poza zakresem przepisu.

Ostrożna interpretacja, oparta na praktyce organów jeszcze pod rządami art. 172 PT, mówi co innego - samo zapytanie o zgodę ma charakter promocyjny, bo jego celem jest otwarcie drogi do kontaktu handlowego, więc również stanowi informację handlową. Oficjalnego stanowiska Prezesa UKE ani UODO wydanego już pod rządami PKE na razie brak, więc każda firma ocenia to ryzyko sama.

Uczciwy obraz rynku jest taki - znaczna część polskiego B2B prowadzi prospecting mailowy w oparciu o tę właśnie konstrukcję i o wewnętrzną ocenę ryzyka, a nie o jednoznaczny przepis. Kto twierdzi, że ma na cold mailing prostą prawną odpowiedź, sprzedaje pewność, której ustawa nie daje.

Wolisz, żeby ktoś prowadził to za Ciebie - z pełną dbałością o te zasady?

Umów z nami rozmowę

RODO działa obok PKE, a nie zamiast niego

PKE i RODO regulują dwie różne rzeczy i częstym błędem jest ich mieszanie. PKE rządzi kanałem - czy wolno wysłać wiadomość na to urządzenie. RODO rządzi danymi - czy wolno przetwarzać adres, imię i stanowisko tej osoby.

W B2B podstawą przetwarzania danych służbowych bywa uzasadniony interes administratora, co RODO w motywie 47 wprost wiąże z marketingiem bezpośrednim. To jednak załatwia wyłącznie warstwę danych - uzasadniony interes z RODO w żaden sposób nie zastępuje zgody wymaganej przez PKE na sam kanał komunikacji.

Z RODO wynikają też obowiązki, o których wysyłający zapominają najczęściej - obowiązek informacyjny wobec osoby, której dane się przetwarza, oraz obowiązek respektowania sprzeciwu. Ten drugi w praktyce oznacza, że „proszę do mnie nie pisać" kończy temat trwale, a nie do następnej kampanii.

Kary i praktyka egzekucji

Za naruszenie art. 398 Prezes UKE może nałożyć karę do 3% przychodu z poprzedniego roku kalendarzowego albo do 1 miliona złotych - zastosowanie ma kwota wyższa. Równolegle naruszenia w warstwie danych podlegają Prezesowi UODO ze znanymi z RODO widełkami.

Dotychczasowa praktyka organów koncentrowała się na masowym telemarketingu konsumenckim - kampaniach fotowoltaicznych, ubezpieczeniowych i medycznych prowadzonych na kupionych bazach, wbrew sprzeciwom odbiorców. To nie znaczy, że staranny nadawca B2B jest poza zasięgiem przepisu. Znaczy tyle, że organy dotychczas ścigały przede wszystkim skalę połączoną z lekceważeniem odbiorców.

Największe praktyczne ryzyko dla nadawcy B2B ma zresztą inne źródło - skargę składa odbiorca. Wiadomość relewantna, wysłana raz i uszanowana przy odmowie, generuje skarg niewiele. Wiadomość nachalna, powtarzana mimo braku odpowiedzi, sama produkuje materiał dowodowy.

Jak wygląda praktyka ostrożnego nadawcy

Poniższa lista opisuje praktykę rynkową firm, które traktują ryzyko prawne serio. Nie czyni ona wysyłki „legalną w stu procentach" - obniża ryzyko po każdej z osi, na której organ albo odbiorca mógłby postawić zarzut.

Konstrukcję naszego procesu - od pierwszej wiadomości po obsługę sprzeciwów - konsultowaliśmy z kancelarią prawną, a zgodność przetwarzania danych z RODO regulujemy w umowie z każdym klientem.

  • Pierwszy kontakt bez oferty i cennika - pytanie o zgodę albo o problem odbiorcy, bez elementów promocyjnych, które przesądzałyby o charakterze handlowym wiadomości
  • Precyzyjne targetowanie - wiadomość trafia do osoby, dla której temat jest zawodowo relewantny, a nie do wszystkich adresów z bazy
  • Obowiązek informacyjny RODO spełniony - odbiorca wie, skąd nadawca ma jego dane i jak je usunąć
  • Odmowa i sprzeciw respektowane trwale - u nas odmowa oznacza wykluczenie adresu i domeny z kontaktu na co najmniej 12 miesięcy
  • Dane z rzetelnych, weryfikowanych źródeł - każdy adres sprawdzony przed wysyłką, bo wysyłka na nieistniejące adresy szkodzi i prawnie, i technicznie
  • Rozsądna częstotliwość - brak odpowiedzi po kilku wiadomościach zamyka sekwencję, zamiast eskalować

Odpowiedź na tytułowe pytanie jest więc złożona, ale uczciwa - cold mailing w Polsce działa w przestrzeni, w której litera prawa jest surowsza niż praktyka egzekucji, a rozstrzygającego stanowiska organów pod nowym PKE jeszcze brak. Firmy prowadzące go odpowiedzialnie zarządzają ryzykiem czterema narzędziami naraz - konstrukcją pierwszej wiadomości, precyzją targetowania, spełnieniem obowiązków RODO i twardym respektowaniem odmów.

Od strony operacyjnej te same zasady, które obniżają ryzyko prawne, poprawiają wyniki - wiadomość relewantna i powściągliwa dostaje więcej odpowiedzi niż nachalna. W tym jednym punkcie prawnik i handlowiec są zgodni.